Mariusz Wojteczek „Ballady Morderców

23,00 

„Historie zebrane w niniejszym tomie są czasami makabryczne, niekiedy ironiczne, lecz zawsze błyskotliwe. O sile tej prozy decydują znakomicie skonstruowane postaci. Ballady śpiewane są przez opuszczonego kochanka, emerytowanego milicjanta, kobietę szukającą zemsty, oraz grabarza, który Panią Śmierć traktuje jak koleżankę po fachu. Tych opowieści naprawdę warto posłuchać!”

Piotr Borowiec

„Ballady morderców” kojarzą się jednoznacznie – Nick Cave i jego świetna płyta. Wojteczek przeszczepia owe na grunt literackiej prozy, po swojemu interpretuje teksty mistrza, szukając równocześnie stylistycznych wzorców u Hłaski, Stachury, Głowackiego. Osobliwy tygiel, który zwraca uwagę.

Juliusz Wojciechowicz

Sensualny i klimatyczny ukłon w stronę twórczości Nicka Cave’a. Kawał świetnej prozy doprawionej smakowitym kontekstem kulturowym. Zdecydowanie polecam fanom muzyki australijskiego barda. Właściwie… polecam każdemu.

Carla Mori

Na stanie

Opis

 

Wprowadzenie do „Ballad morderców”

Jest taki fragment „Człowieka nietoperza” – pierwszej powieści Jo Nesbø z przygniatanym przez życie i alkoholowy nałóg policjantem Harrym Holem – w której główny bohater wchodzi do sklepu z płytami w Australii (w tym kraju rozgrywa się akcja powieści), bo od jakiegoś czasu męczy go dawna piosenka Nicka Cave’a, a za nic nie umie sobie przypomnieć jaki miała tytuł i czy była dość dobra żeby w ogóle zaprzątać mu umysł. Kto śledzi twórczość Nesbø, ten być może kojarzy, a dla reszty świata – która jak najszybciej powinna się wreszcie zabrać za czytanie Nesbø – pozwolę sobie przytoczyć tę scenę:

„Za ladą w półmroku stał mężczyzna w ciemnych okularach. Harry spytał czy mają jakieś płyty Nicka Cave’a.

– Jasne, przecież to Australijczyk – odparł mężczyzna i zdjął okulary. Na czole miał wytatuowanego orła.

– Chodzi mi o duet, coś o dzikiej róży – zaczął Harry.

– Tak, tak, wiem o co ci chodzi. „Where the Wild Roses Grow” z „Murder Ballads”. Gówniana piosenka, gówniany album. Kup raczej którąś z jego dobrych płyt.

Facet z powrotem włożył okulary i zniknął za ladą.

Harry zaskoczony zamrugał w półmroku.

– Co jest wyjątkowego w tej piosence? – spytała Birgitta, kiedy wyszli z powrotem na ulicę.

– Najwyraźniej nic – roześmiał się Harry głośno. Sprzedawca ze sklepu z płytami przywrócił mu dobry humor. – Cave i ta dziewczyna śpiewają o morderstwie. Brzmi to pięknie, niemal jak wyznanie miłości, ale to chyba rzeczywiście gówniana piosenka.”

Radzę Wam: nie wierzcie facetowi z orłem na czole! Posłuchajcie za to Mariusza „Orła” Wojteczka – on Wam wyjaśni co jest wyjątkowego w „Where the Wild Roses Grow” – i w całej płycie „Murder Ballads”.

Chociaż „wyjaśni”, to może nie najwłaściwsze słowo. Może lepiej będzie napisać „zasugeruje”, albo „da Wam do zrozumienia”.  Bo „Ballady morderców” Wojteczka nie są przecież jakąś sztywną analizą tekstów autorstwa Nicka Cave’a, ani nie próbują na siłę odkrywać „co miał artysta na myśli”. To zbiór historii zainspirowanych albumem Cave’a, ale nie ograniczających się do odtwarzania pomysłów Australijczyka. Bo przecież naprawdę dobra płyta – taka jak „Murder Ballads”, niezależnie od tego, co sądzi na ten temat Nesbø – to coś znacznie więcej niż tylko zestaw kilku lub kilkunastu piosenek, których miło się słucha podczas golenia, sprzątania, albo prasowania gaci; naprawdę dobra płyta to coś, co po kilku przesłuchaniach przenika nas i zostaje w nas na zawsze; to coś, co nas zmienia i popycha nas do tworzenia nowych rzeczy – w takiej lub innej formie.

W przypadku Mariusza tą „nową rzeczą” jest jego debiutancka książka. Nie wiem czy zgodzicie się z jego reinterpretacją utworów Cave’a – w końcu nikt nie powiedział, że każdy musi je odbierać podobnie – ale wierzę, że miło Wam się będzie spędzało czas w ich towarzystwie. I to niezależnie od tego czy uwielbiacie tę konkretną płytę Nicka Cave’a czy wręcz odwrotnie. Te teksty żyją już teraz nowym, całkowicie odrębnym życiem. Jasne, możecie sobie wrzucić pod lekturę książki Mariusza ścieżkę dźwiękową z „Murder Ballads” – ale nie musicie. W ciszy „Ballady morderców” też robią wrażenie.

Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu żeby zbiór Wojteczka rozpoczął wśród polskich autorów nowy trend tworzenia dzieł zainspirowanych lubianymi przez nich płytami. Kto nie chciałby przeczytać brutalnej powieści wojennej Łukasza Orbitowskiego opartej na jakimś wczesnym albumie Sodom? Albo ultramrocznego romansu zakorzenionego w tekstach My Dying Bride autorstwa Łukasza Radeckiego?

A więc, panowie – czekamy! A tymczasem wsłuchajmy się w „Ballady morderców” – tak pięknie kołyszą do… wiecznego snu.

No i mają niezaprzeczalną wartość edukacyjną. Bo wiecie: gdyby Nesbø czytał Wojteczka, nie pisałby głupot.

Bartłomiej Paszylk, autor „Książek zakazanych” i „Leksykonu filmowego horroru”

Dodatkowe informacje

Waga 1 kg

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.